Gwiazda.

Rzadko zaglądam do spamu. To chyba błąd.

“Dzień dobry,

Szukamy gwiazdy do naszego zespołu!

Jeśli jesteś zainteresowany lub znasz kogoś, kto idealnie pasuje do tego opisu to daj mu znać.

Lubimy działać szybko – więc nie trać czasu!

OFERUJEMY bardzo atrakcyjne warunki

Potrzebujemy osobę na stanowisko:

Młodszy Specjalista ds. Obsługi Klienta…”

Gwiazda. Zaranna.

Advertisements

Zmiany, zmiany…

Rok 1978
Maszynista – typ, który prowadzi pociąg.
Maszynistka – typiarka, która pisze na maszynie.

Rok 2018.
Maszynista – typ, który prowadzi pociąg.
Maszynistka – typiarka, która prowadzi pociąg.

Rok 1998
Przechodzę koło robotników. Robotnicy za mną krzyczą, gwiżdżą. Jest mi głupio. Myślę, że chciałabym zapaść się pod ziemię.

Rok 2018
Przechodzę koło robotników. Robotnicy nie krzyczą, zajmują się robotą, nawet niewiele patrzą. Dziwne. Przypominam sobie, że robotnicy to sami Ukraińcy. Jest słoneczny, bezchmurny dzień.

Środowisko.

“Jest spora liczba lasek, które lecą na hajs/status. Może nie w Twoim środowisku…”

W moim środowisku laski szukają prawdziwej miłości, ale trafiają zwykle na skurwysynów.
W moim środowisku trawa jest zielona, a niebo niebieskie.
W moim środowisku kiedy mówię “lubię Cię” to nie znaczy “lubię Twój hajs”.
W moim środowisku noc jest ciemna, a jasny jest dzień.
W moim środowisku spotykamy się, bo lubimy ze sobą przebywać.
W moim środowisku kiedy masz problem, ktoś Ci pomaga.
W moim środowisku możesz być gejem, Wietnamcem, nie mieć dzieci, być ateistą, buddystą, być rudym, grubym, mieć raka, nie jeść mięsa, a i tak będziesz spoko.
W moim środowisku podadzą Ci rękę, gdy upadniesz.
W moim środowisku nikt nie jest przegrywem.
W moim środowisku nic nie jest czarne lub białe.

A Ty czytaj sobie to “Pokolenie Ikea” i śnij koszmary o lodowatych sukach z drewna.
Powodzenia.

Baby Shoes Remember – Warszawa

Starsi ludzie

Denerwuje mnie, kiedy w autobusie starsi ludzie gapią się w moje tatuaże jak sroka w kość, jakby nigdy tego nie widzieli, czy o co chodzi. Jakby też nie potrafili zrozumieć, że wydźwięk tego zjawiska zmienił się o 180 stopni na przestrzeni ostatnich kilku lat. Mówili, że jak ktoś jest stary to jest mądry, dużo widział, dużo wie. Moim zdaniem tyle wie, ile wie. Często gówno wie.

Zły dotyk

Kto oglądał Star Wars:The Last Jedi, ten wie. Kto nie oglądał – polecam, dobre zdjęcia.

Nowa fit para na polskim YouTube!!!

Właśnie obejrzałam najnowszy film na kanale AbstrachujeTV. Film pokazuje nieco alternatywne zjawisko we vlogosferze i innych mediach społecznościowych, a także tradycyjnych – już nikt nie podziwia fitblogerów czy celebrytów, bo teraz na topie są tematy naukowe i intelektualiści. Koniec ludzi sławnych z tandeciarstwa i kontrowersji! Filmy z wykopalisk, analiza “W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, teledyski o recyclingu – to się teraz klika! Obejrzyjcie koniecznie! Daje do myślenia?

Osobiście uważa, że zaraz obok “Jak tyrać dzieci?” oraz “Memy po polsku” jest to mistrzostwo w wykonaniu chłopaków z Abstra.

Weekend ze Złymi Książkami.

Tak sobie myślałam, myślałam, aż wymyśliłam, że skoro ten blog jest, to trochę go pozmieniam i będzie to takie miejsce, do którego będą wracać ci, którzy oglądają moje live’y i interesują ich poruszane tam tematy. Postaram się – tak, wiem… – nie dać ciała tym razem i w miarę regularnie coś tu wrzucać. Doping z waszej strony się przyda.

***
Uwielbiam czytać książki, choć robię to bardzo powoli, a i wybór czasem jest mocno zastanawiający, choć po skończeniu filologii angielskiej już nieco mniej. W moi koszyku na allegro widnieje chyba z 5 pozycji, w “kolejce” do czytania już nawet nie wiem ile.
Zamiast jednak zajmować się rozładowywaniem tych kolejek, od wczoraj oglądam na YouTube niejakiego Pawła Opydo w programie “Złe Książki”. Cieszę się ogromnie, ze jest taki program, bo prawdopodobnie kogoś to przed złą literaturą uchroni, dodatkowo uwrażliwiając w jakiś sposób na literaturę w ogóle. W momencie kiedy druk papierowy odchodzi do lamusa, plajtują księgarnie, a na YouTubie o wiele bardziej dynamiczne zdaje się być recenzowanie filmów czy gier, program o książkach jest swojego rodzaju krokiem pod prąd.
W programie oczywiście nie zabrakło książek z serii “50 Twarzy Greya”, które zostały wyśmiane w oparciu o przytoczone fragmenty. Jestem pełna podziwu dla prowadzącego, że tak skrupulatnie przytacza przykłady gnieżdżącego się w książkach raka, a do tego jest przezabawny i cała formuła nie trąci wywyższaniem się. Ja w każdym razie od dawna szukałam takiego programu – trochę wstyd, bo jest robiony od jakichś 2 lat, ale mam co nadrabiać.
Oprócz złych książek pojawiają się też złe filmy, a nawet złe piosenki i za to również jestem wdzięczna. Złych rzeczy jest wystarczająco dużo, aby program nie urwał się nagle z braku pomysłów.
Życzę wam miłej niedzieli i wracam do oglądania.

https://www.youtube.com/watch?v=yoNiV2vdtd4

Sukcesy

Taka sytuacja przy niedzieli.

Władcy Chaosu

Z black metalem zetknęłam się gdy miałam piętnaście lat, kilka lat po całej fali medialnej biegunki o kolejnych podpaleniach kościołów i szatańskiej muzyce z Norwegii, która z całą pewnością przyczyniła się do tego. Popłynęłam, nie zdając sobie sprawy do końca z tego, w czym płynę. Zapewne gdyby ta książka wpadła mi w ręce w tamtym okresie, zsikałabym się w moje czarne gacie. Biorąc ją do rąk jako star… wyjadaczka muszę z wielkim rozczarowaniem przyznać, iż połowę książki przespałam. Nie, to nie znaczy, że książka jest zła i nudna, ponieważ coś jednak dzieje się w tej połowie, którą przeczytałam w standardowym stanie świadomości.

MUZYKA O SZATANIE

Na samym początku czytelnik poznaje kilka historii zespołów muzycznych, które pomimo sporych rozjazdów stylistycznych chętnie korzystały z piekielnej oprawy swojej twórczości, nie stroniąc także od konkretnych elementów wizualnych. Jak sami artyści przyznają, chodziło o zwrócenie na siebie uwagi. Nikt raczej nie spotkał się bliżej z tym, o czym pisał teksty. Diabeł jednak został wprowadzony na salony i stał się całkiem medialnym celebrytą. Jakoś tak się też złożyło, że przy okazji ten moment pokrył się mniej lub bardziej ze wzmożoną aktywnością Kościoła Szatana, na którego czele stał wówczas Anton Szandor LaVey. Przypadek? Nie sądzę, ale to już moje prywatne spostrzeżenia. Wróćmy do książki ! Po tak miłym wprowadzeniu, po którym czytelnik ma już wrażenie, że ten Szatan to tylko dobry wujek i nic mu się nie stanie, jeśli się z nim trochę pobawi, następuje dość szybki wjazd w meritum sprawy.

NORWESKI BLACK METAL

Black Metal w Norge i tu zaczyna robić się ciekawie, gdy tylko zapłonie pierwszy kościół. Podejrzanym oraz – jak się okaże – sprawcą będzie młodziutki Kristian Vikernes, który przyjął imię Varg, co by było straszniej. Resztę historii co bardziej wtajemniczeni znają dość dobrze – podpalenia, porwanie, zabójstwo Euronymousa. Głodnych wszelkich pikantnych szczegółów zgromadzonych wokół sklepiku Helvete oraz Inner Circle odsyłam do książki – jakkolwiek, jest tego trochę. Z całej tej gmatwaniny zdarzeń wynika jasno, że ludzie nie chcieli być tacy jak wspomniane na początku książki zespoły, której używały satanistycznych artefaktów tylko dla kreacji artystycznej. Chodziło o to, aby na prawdę wcielać w życie to, co przekazywała ich muzyka. Ot, cała istota bycia ‘true’.  W dodatku Norwegia, państwo policyjne, gdzie tuszuje się przejawy przemocy, usiłuje się wyciąć z życia wszystko co brzydkie, okazała się doskonałym gruntem dla ich niecnej działalności. Jest mrocznie, jest brzydko i źle, ale też czasami… dość zabawnie, bo czy wiecie, że Euronymous – tak, ten straszny, zły, megalomański, ten sam, który rzekomo mało co nie zamordował Vikernesa, nie udzielił wywiadu, bo babcia mu zabroniła kontaktu z mediami ? Ileż władzy potrafi mieć starsza kobieta ! Warto również wspomnieć, że sklepik Helvete doczekał swego smutnego końca za sprawą nacisku rodziny tegoż pana. Widać, nie taki diabeł straszny.

KULTURA, HISTORIA I CORPSE PAINT

Poza iście kryminalną historią Black Metalu w Norwegii, autorzy książki przemycają sporo faktów historycznych, kulturowych i to są przeważnie te fragmenty, które przespałam, tudzież przekontemplowałam nad rzeczami zupełnie nie związanymi z lekturą. Zaraz obok szeroko opisywanego światopoglądu Vikernesa i jego ziomków. Nie powiem jednak, aby wszystko, poza dramatycznymi wydarzeniami w Oslo było nudne jak flaki z olejem. Dowiedziałam się między innymi, iż używany przez ekstremalne zespoły corpse paint ma korzenie w europejskiej kulturze. To już powód, aby nosić go z dumą, zamiast śmiać się, że panowie są ‘jak malowani’. Książka powinna się znaleźć na półce każdego szanującego się znawcy tematu choćby po to, aby mógł do niej sięgnąć, kiedy najdą go wątpliwości natury ‘a jak to właściwie było’. Kiedy zechce podpalić kościół lub zaszlachtować sąsiada w imię ‘prawdziwości’. Niemniej jednak na niepogodę lub dla samej rozrywki poleciłabym inne tytuły.