Zeznania Niekrytego odkryte!

W naszym wspaniałym kraju, gdy ktoś robi to co lubi i odnosi w tym sukces, na dodatek – próbuje w całkiem przystępny i nie nachalny sposób podzielić się swoim patentem, życzy mu się jak najgorzej i wymyśla od egocentryków. Taka  postawa przeważnie emanuje z niepochlebnych recenzji tej książki. W wielu wypadkach czytałam je tak, jakby to była instrukcja ‘Jak posługiwać się gnatem’ pisana przez pacyfistę.

O istnieniu książki napisanej przez Niekrytego Krytyka we własnej osobie dowiedziałam się w Empiku, stojąc w kolejce za panią na oko lat 40, która radośnie dzierżyła ją w dłoni. Wówczas jednak bardziej podniecały mnie druty do wyrobu biżuterii, więc nie przywiązałam większej wagi do zdarzenia. Mózg zarejestrował: Jest książka. Tyle. Przyszedł jednak moment, gdy zachęcona przez koleżankę postanowiłam obejrzeć wszystkie filmy Niekrytego. Moje odczucia – wyrażane niczym nie skrępowanym śmiechem prosto w laptop – sprawiły, że zdecydowałam się sięgnąć po częstokroć zachwalaną przez twórcę pozycję literacką.

Zamiast czytać po kolei, zrobiłam sobie najpierw mały spoiling jeszcze w księgarni i od razu natrafiłam na fragment prezentujący przemyślenia na temat posiadania dzieci. Wydał mi się podejrzanie znajomy, toteż  pomyślałam, iż będzie grubo. Wyjątkowo lubię czytać książki mogąc utożsamiać się z ich głównym bohaterem, bez względu na osobę narratora. Pełna optymizmu rozpoczęłam eksplorację meandrów umysłu pana Macieja.

Wstęp oraz jakieś dwadzieścia stron dalej przyniosły coś w rodzaju rozczarowania. Miałam wrażenie, że autor tekstu uciekł z gimnazjum, ‘spalił się’ i próbował rozwikłać zagadkę kwadratury koła. Niektóre fragmenty czytałam kilka razy, próbując określić powiązania przyczynowo-skutkowe. Na nic. Jedno tylko tłukło mi się po głowie: ‘Co ja tu robię?’ Labirynt akapitów na wejściu okazał się wyjątkowo pokręcony, co niektórych, mniej wyrozumiałych, mogło odrzucić od dalszego zwiedzania. Szkoda…

…ponieważ od strony 44 zaczęło się ‘samo gęste’. Przetrwanie mało komunikatywnego początku zostało wynagrodzone. Do końca. Krajobraz z księżycowego zamienił się w całkiem ziemski. Powiedziałabym nawet, że przybrał kształt mojego kwadratu. Wprawdzie kody qr, zasiane co kilka akapitów pisanych interesującą czcionką, wprawiały mnie w lekką irytację, gdyż postęp techniczny w moim pokoju zatrzymał się na telefonie z klawiaturą qwerty. Mnie to wystarczy do czytania papierowych książek, słuchania muzyki, robienia zdjęć i pisania bloga, man! Duży plus natomiast należy się za bezlitośnie krytykowane w wielu recenzjach rysunki – nie uważam, aby nastąpiło niecelowe przeładowanie grafiką, jak to sugerują inni.

Czym dzieli się z nami Niekryty? Czy jest to książka stargetowana wyłącznie na gimnazjalistów oglądających jego filmy? Czy wykorzystuje ją jedynie jako narzędzie do bezczelnej autopromocji? Po lekturze stwierdzam, że trzeba być zaawansowanym w czytaniu bez zrozumienia lub mieć rozum przesłonięty prymitywnym hejtingiem, aby odpowiedzieć twierdząco na dwa ostatnie pytania. Autor bez naukowo-korporacyjnego zadęcia w stylu Amway, z typowym dla siebie poczuciem humoru, opisuje przetestowany przez siebie mechanizm osiągania sukcesu. Robi to na tyle przekonująco, że ja mu wierzę niemalże dogmatycznie. Obalam tym samym mit grupy docelowej tego wydawnictwa, gdyż nie załapałam się na reformę edukacji wprowadzającą szkoły gimnazjalne. Książka, po której spodziewałam się raczej wesołego bajdurzenia o tylnej części ciała pani Maryny, zaskoczyła mnie pragmatyzmem godnym poradników amerykańskich speców od motywacji. Może dla kilku osób motywy w niej opisane trącą oczywistością – przecież wiadomo, że trzeba robić to, co się lubi, man! Na podstawie moich obserwacji (a także z autopsji, niestety…) wnoszę, że te kilka osób ma cholernego farta i nie powinno zabierać głosu w imieniu całej reszty! ‘Średnia ludzka’ to ciągłe miotanie się między swoimi marzeniami, a oczekiwaniami innych – rodziców, nauczycieli, grupy społecznej – z niezbyt optymistycznym finałem w postaci triumfującego konformizmu. To jest problem, ale niewielu zdaje sobie sprawę z jego rozmiarów, co więcej – osoba, która ośmiela się dzielić jego rozwiązaniem z innymi, jest uznana za sprzedajnego megalomana. Jakie to małe… Autor nie wciska nam jednak gotowego schematu, raczej pokazuje drogę – jak ją zinterpretujemy zależy tylko od nas samych- i między innymi za to warto dać te 30 złotych.

Zanim sięgnęłam po Zeznania Niekrytego Krytyka, wróciłam pamięcią do liceum, kiedy to sporo pisałam. Były to czasy, gdy wysyłało się papierowe listy, a internet był tylko w pracowni informatycznej. Pisanie było sposobem ucieczki od nie zawsze różowej rzeczywistości, więc pisałam co tylko się dało: opowiadania, wiersze, listy, recenzje, tłumaczenia. Na wypracowania weny już nie starczyło, więc z polskim wygrywała matematyka. Pomyślałam sobie: co się takiego stało? dlaczego teraz nie piszę? Od tego czasu tyle się zmieniło: są mejle, internet mam w domu, można prowadzić bloga, udzielać się na forach, dzielić się swoimi przemyśleniami z ludźmi z drugiego końca świata, publikować zdjęcia, filmy. Można wpływać na to, co ludzie czytają, jedzą, oglądają, w co się ubierają i nie trzeba być zatrudnionym w TVN!!

To na co ja jeszcze czekam?

Zrobiłam to. Założyłam bloga, a z pomocą ‘Zeznań…’ ostatecznie pokonałam ten wiecznie dissujący głos w mojej głowie, który mówił mi: ‘Nie masz czasu… po co…nikt nie będzie tego czytał… piszesz jak potłuczona… w twoim wieku powinnaś zająć się umartwianiem…’

Jestem na tak – Beyonce tez🙂

2 thoughts on “Zeznania Niekrytego odkryte!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: