Falafel z 1000 i jednej nocy.

Wiele osób nie może oprzeć się pierwszemu wrażeniu, iż falafel jest produkowany z ziaren soi. Jakże wielkie jest ich zdziwienie, gdy okazuje się, że jest zupełnie inaczej! Malutkie, wegańskie pulpeciki rodem z Bliskiego Wschodu są, były i będą wyrabiane z ziaren ciecierzycy, zwanej także cieciorką. Jest ona sto razy zdrowsza niż wspomniana soja i nie chodzi tutaj wcale o GMO, które w ostatnim czasie wyciągnięto na wierzch niczym trupa z szafy. Gdy za oknem leniwie zbliża się wiosna, brnąc powoli pośród niespiesznie roztapiających się hałd śniegu, my chwytamy patelnie i niczym na latającym dywanie przenosimy się… na przykład do Tunezji.

Jeśli jesteśmy już przy falafelu, warto podkreślić, że nie ma możliwości przygotowania go bez kminu rzymskiego. Jest to przyprawa, która na pierwszy rzut oka przypomina pospolity kminek, jednak organoleptyczne zapoznanie się z tematem daje zupełnie odmienne doznania smakowe! Piszę to głównie po to, aby nikomu, nigdy, pod żadnym pozorem nie przyszło do głowy używanie kminku jako zamiennika! Już lepiej od razu zrobić bigos i dać sobie spokój z arabską kuchnią!

FALAFEL – porcja dla 2-3 średnio wygłodzonych osób

– 300g ziaren ciecierzycy, tylko nie gotowej z puszki bądź słoika!! musi być taka twarda i sucha, z torebki, inaczej się ‘rozciapie’ i nie będzie miała smaku – wiem, co piszę😛
– łyżeczka kminu rzymskiego
– łyżeczka ziaren kolendry
– 1/2 łyżeczki przyprawy a la Warzywko lub soli
– 2 płaskie łyżki przyprawy Cairo Shoarma by Kotanyi, jak nie ma w sklepie – to 1 łyżka curry
– 1/2 łyżeczki granulowanego czosnku
– opcjonalnie troszkę posiekanej świeżej kolendry do smaku/wyglądu
– mała lub średnia patelnia
– ok.500ml lub więcej oleju roślinnego

Żadnej mąki i jajek. Trust me…

Na Bliskim Wschodzie jak wiadomo, ludzie mają trochę inne podejście do zagadnienia upływu czasu i nie przeszkadza nikomu to, że przygotowanie prostego dania zajmuje prawie dobę, a tak właśnie jest z falafelem. Dzień przed ucztą, moczymy ziarno cieciorki w wodzie, najlepiej całą noc i jeszcze kawałek następnego dnia – im dłużej tym lepiej. Poziom wody musi być znacznie wyższy niż poziom ziarna, ponieważ pod jej wpływem znacznie zwiększy ono swoje rozmiary. Gdy mamy już tak przygotowaną ciecierzycę, płuczemy ją, przekładamy do miski lub pojemnika blendera i masakrujemy do uzyskania jednolitej masy wspomnianym urządzeniem, dodając wszystkie wspomniane przyprawy. Im większa moc blendera tym lepiej – zdarzały się awarie sprzętu i tajemnicze dymy z okolic silnika – ale czynność, wbrew obawom, jest wykonalna w stu procentach nawet wiertalotem z Biedronki, aby tylko miał sprawne ostrze. Tak uzyskaną masę poddajemy finalnej ekspertyzie, mającej na celu ustalenie, czy nie jest zbyt sucha. Jeśli zlaliśmy całą wodę z moczenia, najpewniej tak jest – wtedy nasze wegańskie kotlety będą twarde i niezbyt przyjemne w jedzeniu. Aby tego uniknąć, dolewamy do masy jakieś 1-2-3 łyżki stołowe zwykłej wody. Masa powinna zyskać na plastyczności.

Bierzemy patelnię, wylewamy olej, odpalamy kuchenkę i jedziemy z tym koksem!

Formujemy falafele pomagając sobie łyżką stołową – pełni również doskonałą rolę dozownika. Nadajemy im lekko spłaszczony kształt, o średnicy ok 5-6 cm. Tak uformowane, wrzucamy na rozgrzany olej, który nie może być zbyt głęboki! Nie praktykowałam wprawdzie smażenia we frytownicy, ale z doświadczenia wiem, że podobne rzeczy mogą w takich okolicznościach przyrody ulec rozerwaniu. Najlepiej, aby poziom oleju był delikatnie niższy niż to, co do niego zaraz wrzucimy.

Smażing

Smażymy przewracając co jakiś czas, do osiągnięcia złotego koloru. Pamiętamy, aby nie smażyć zbyt krótko w zbyt rozgrzanym oleju – sprawi to, że spalone z wierzchu falafele będą surowe w środku. Wyciągamy z oleju, odsączamy na papierowym ręczniku i podajemy, jak tylko dusza zapragnie: w chlebku pitta, w tortilli, na ryżu, z kuskusem, z dipem, z frytkami, z ketchupem. Falafel uwielbia też towarzystwo pomidora i sałaty lodowej, jest więc doskonałą okazją do zjedzenia znienawidzonej zieleniny.

Hmm, właśnie sobie przypomniałam, że gdzieś w szafie mam shishę i galabiję.

To co – robimy wycieczkę do Tunezji bez szemranych pośredników?

Falafel – na ryżu, z pomidorami i oliwkami

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: