Wszystkie odcienie czerni

Ilona Felicjańska uchodzi za upadłego anioła polskich celebrytów. Tym bardziej fakt, iż porwała się na wydanie napisanej przez siebie książki, zdaje się trącić potencjalnym brawurowym strzałem w nogę. Pomijam już to, że przeciętnej osobie orientującej się nawet pobieżnie w polskim świecie gwiazdeczek, ciężko uwierzyć, że TA Felicjańska napisała książkę. Jeśli nawet tak się stało, pewnie niewiele można z niej wynieść. Sięgałam po nią zatem z dużą dozą sceptycyzmu, z odpowiednim marginesem na bezceremonialny hejting, lecz po zasięgnięciu opinii osób zapoznanych z lekturą, już wyłącznie z czystej, prowadzącej prosto do piekła ciekawości.

Główna bohaterka to atrakcyjna, spełniona rodzinnie i zawodowo kobieta, która w pewnym momencie zaczyna prowadzić podwójne życie. Na co dzień żona prawnika, matka dwójki dzieci, pod osłoną nocy lub sprytnych wymówek, stacza się w odmęty dzikiej namiętności w ramionach demonicznego kochanka. Nie, on w niczym nie przypomina Christiana Greya – jest mroczny i niedopowiedziany do samego końca. Nie, ona też w niczym nie przypomina Anastasii – jest doświadczona seksualnie, świadoma swojej cielesności, wie, czego chce i bez skrępowania to realizuje. Z pełną premedytacją spełnia kolejne fantazje, nie spodziewając się, jak bolesna i zupełnie absurdalna czeka ją niespodzianka. Właściwie, nie tylko ją – intryga uknuta przez prawdziwie zwyrodniałe umysły zmusza do ucieczki z całą rodziną w zupełnie nieznanym kierunku.

Nie, opisy ekscesów erotycznych głównej bohaterki w niczym nie przypominają tych z ’50 Twarzy…’, właściwie chyba cały czas krzywdzę autorkę tymi porównaniami. Teraz powinnam strzelić się recenzowaną książką w ten krytykancki łeb! BAM!!! Językowo jest  prosto, bez zbędnych ozdobników, lecz bardzo wciągająco – na prawdę chce się czytać, a po odłożeniu na półkę chce się… pisać. Tak, właśnie tak! To stwierdziłam, otworzywszy mój egzemplarz na krótko przed zakupem. Ślepy los podsunął mi fragment reminiscencji z czasów studenckich głównej bohaterki. Osobliwie barwny, inspirujący kawałek.

Pani Felicjańska nie zgrzeszyła wyczuciem czasu – jej książka usadowiła się na jednej półce obok wyszydzanego przez wielu ‘porno dla mamusiek’. To bardzo niefortunny zbieg okoliczności, gdyż ‘Wszystkie odcienie czerni’ to nie bajka o księżniczce, nie cukierkowy świat Barbie, gdzie wszyscy wraz ze mną rzygają tęczą. Mamuśki sięgające po tą lekturę mogą srogo się zawieść, gdyż to ewidentnie nie ten poziom lektury, ludzie spragnieni innych doznań mogą ją niechcący zaszufladkować (sama byłam tego bliska). Napis ‘Thriller erotyczny’ umieszczony na  czarno-krwawej okładce moim zdaniem nie ratuje sprawy.

Plotka głosi, że moda na ‘porno dla mamusiek’ powoli odpuszczaDziś przez chwilę zastanawiałyśmy się, co następnie przyniesie nam literacki mainstream. Czy będzie to coś zupełnie wykręconego w drugą stronę – saga o aseksualnych bohaterach ogołoconych z cielesności? A może właśnie takie książki jak ‘Wszystkie odcienie czerni’ – odważne, bezpruderyjne, podbarwione ciekawą  intrygą kryminalną lub szpiegowską to niedaleka przyszłość? Może póki co nie warto zaprzątać sobie tym głowy. Pożyczcie lub ukradnijcie trzydzieści złotych i sprawcie sobie tą przyjemność z ‘Wszystkimi odcieniami czerni’ – cokolwiek to znaczy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: