Piekło Pocztowe

Terry Pratchett pisząc “Going Postal” zapewne nie spodziewał się, że gdzieś na ziemi istnieje miejsce, w którym rozgrywa się akcja tak bardzo przypominająca tę z jego książki. Być może widział to w snach. Gdyby jednak przekroczył próg placówki pocztowej pod szyldem Poczty Polskiej, odniósłby wrażenie samospełniającego się proroctwa zawartego w swoim dziele. To chyba nie byłoby wspaniałe uczucie. Ja osobiście wolę pozostać przy literaturze w tym wypadku, ale na ogół nie mam wyboru. Mieszkam w Polsce, do tego w Warszawie. W mieście, gdzie co druga placówka pocztowa przypomina fuzję Wietnamu z Rewolucją Francuską.

Tak, wiem – są święta i nagle każdy jak jeden mąż (dlaczego nie mówimy: jak jedna żona?) musi wysyłać kartki, karteczki, paczuszki, płacić za to czy tamto, odbierać, kupować, wysyłać, narzekać. Z drugiej strony nie widzę żadnej szczególnej reakcji ze strony PP na ten wzmożony ruch w kulejącym na codzień interesie. Te same dwa czynne okienka na sześć, a osób w kolejce ponad 30. Przychodzę po pracy. Urząd pocztowy przy ulicy Melomanów. Ludzie siedzą już na parapetach. Dzieci, starcy, kobiety, pełno i niepełnosprawni. Pobieram numerek – 32 osoby w kolejce. No nic, zobaczę jak idzie. Mija pięć minut – na wyświetlaczu wciąż ten sam numerek. Wychodzę, bo nie mam godziny na sterczenie tutaj. Przyjdę wieczorem, myślę, będzie mniej ludzi, myślę.
Niestety, wieczorem sytuacja się powtarza: pobieram numerek – 32 osoby w kolejce. Resztę już znacie. Po weekendzie sytuacja się powtarza.

Bohaterowie książki Pratchetta są może targani przez  wątpliwości, ale nie są pozbawieni determinacji i wiary w powodzenie własnej misji. Toteż postanowiłam misję “Odebrać paczkę i wysłać przesyłki” doprowadzić do upragnionego końca.
Ile czasu potrzeba na ‘przerobienie’ 32 osób przez dwa czynne okienka ? Z mojego doświadczenia wynika, że z godzinę. Plus minus. Trzeba sobie ten czas jakoś wypełnić, więc wyciągnęłam spod łóżka Charlesa Bukowskiego ‘Kobiety’. Jak do tej pory nie przeczytałam. Dałam siostrze – nie była szczęśliwa z tej lektury. Poczytam sobie w oczekiwaniu na moją kolej, pomyślałam, to ma sens. Przesyłki, w tym paczkę wielkości pudełka po butach, zrzuciłam razem z książką do torby na mega zakupy z Carrefoura. Przygotowania jak na wojnę. Idąc widziałam przez okno, że jest tam już całkiem niezły Bangladesz, a nie ma nawet 17. Pobrałam numerek – 25 osób w kolejce, lecz co to? W pierwszej chwili były czynne aż trzy okienka !! Można ? Można!! Tylko dlaczego nie od razu ?

Grande finale: Bukowski dalej leży nie przeczytany. Moja wizyta na poczcie trwała niespełna pół godziny. Nie mogę powiedzieć – panie na Melomanów są złote, zawsze uśmiechnięte i pomocne, co jest wyczynem niemalże sportowym, bo muszą ten cały sajgon wytrzymywać.  Przesyłki w drodze, buty odebrane, a ja się wciąż zastanawiam i chyba nigdy tego nie pojmę: jak to jest, że na sześć okienek czynne są tylko dwa, góra trzy ?

 

P.S.: Mój rekord osób w kolejce na numerku: 39, koleżanki: 50.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: